Pozostałe opowieści · Opowieść osobna

Wojownik i kapłanka

Wydanie wstępne · korekta w tokuok. 3 min czytania

- Twoje słowa ranią czasem mocniej, niż ostrza wrogów, Ghaan – westchnął Haagen.

Kapłanka szła obok niego w milczeniu. Stanowili osobliwą parę. Drobna dziewczyna o krótkich, jasnych włosach i zielonych oczach, w których kryła się przenikliwa inteligencja. Ogromny mężczyzna, o barach szerokich i mocnych niczym belka nad drzwiami gospody, którego każdy krok był jak dwa jej kroki. Co najdziwniejsze, w tym momencie to ona zdawała się dominować, siła duchowa bijąca z każdego gestu i nieubłagana przenikliwość spojrzenia niwelowała ową fizyczną asymetrię.

Powoli opuścili dzielnicę handlową i udali się w kierunku kanałów. Spokojna, mętna woda odbijała zniekształcone światełka gwiazd i jasny okrąg księżyca.

- Wiem, że jest w tobie więcej miłości, niż ja mógłbym uzbierać mając trzy życia, a jednak ranisz mnie tak mocno… - Haagen zatrzymał się nad balustradą kanału i złożył ręce na ramionach. - Zagadką jest dla mnie, jak to możliwe…

- Moja miłość nie jest płochliwą błahostką, bracie - powiedziała z namysłem Ghaan. - Moja miłość nie łechce próżności, nie rozpala namiętności, nie ukaja w gnuśności. Moja miłość skłania do odwagi, oddania, wiary, samodoskonalenia. Przypomnij sobie ojca, Haagen, mówiłeś mi o nim.

Haagen zapatrzył się w lustrzaną taflę, jego oczy jakby się zamgliły.

- Mój umysł nie jest tak potężny jak twój, droga siostro. Wiem jednak, co chcesz powiedzieć. Ojciec bił mnie bezlitośnie, gdy jako dziecko schodziłem ze ścieżki, którą powinienem kroczyć. A jednak kochał mnie przecież i był ze mnie dumny, czyż nie?

Ghaan pokiwała głową.

- Nie inaczej, bracie. Ludzie są słabi i łatwo schodzą ze ścieżki prawości. My, którzy każdego dnia zanurzamy się w szlamie zepsucia, musimy być dla siebie surowi, aby przetrwać, ocalić nasze dusze dla Światła. Moja szorstkość to moja troska Haagen. O ciebie, o każdego z nas, o mnie samą.

Haagen nie poruszył się.

- Ghaan? - odezwał się.

- Haagen? - kapłanka obróciła twarz, spoglądając na zapatrzonego w wodę wojownika.

- Naucz mnie wszystkiego. Wiary tak głębokiej, abym mógł obmyć się w niej po trudach bitwy. Pokory, abym potrafił spojrzeć na siebie oczami innych.

Ghaan patrzyła uważnie na twarz pobrużdżoną bitewnymi bliznami. Zmrużyła oczy.

- Ty naucz mnie swej szlachetnej prostoty bracie. Uśmiechu, jak promień światła. Uther Lightbringer, niech będzie błogosławione jego imię, rzekł: “Nauczać powinien jedynie ten, kto sam najmocniej pragnie się uczyć”.

Haagen oderwał wreszcie wzrok od migoczących w wodzie gwiazd i skierował swój wzrok na kapłankę.

- Prostota za wiarę. Uśmiech za pokorę. Uczmy się, najdroższa siostro, skoro taka jest wola Światła.

W oczach wojownika zapaliły się nagle iskierki, uśmiechnął się nieśmiało i uciekł wzrokiem z powrotem ku wodzie. Otworzył usta, lecz niemal natychmiast je zamknął.

Ghaan westchnęła, ale nie było w tym irytacji, lecz raczej rozbawienie.

- Haagen? Pytaj, wiem, że chcesz zapytać.

Wielki mężczyzna z zakłopotaniem pokręcił głową.

- Chciałem… chciałbym… żebyś wytłumaczyła mi raz jeszcze, jak umocować do zbroi te przeklęte łaty, które dostarczył nam szlachetny brat Polac. W moich stronach nigdy czegoś takiego…

Kapłanka uśmiechnęła się ciepło.

- Chodź, wielkoludzie - ujęła go pod łokieć - wracajmy do gospody, zrobiło się chłodno.

Źródło podstawowe: Hakkar.doc. Wydanie robocze: uporządkowany tekst źródłowy i wstępna korekta. Nie dopisano scen ani zakończenia.