- Twoje słowa ranią czasem mocniej, niż ostrza wrogów, Ghaan – westchnął Haagen.
Kapłanka szła obok niego w milczeniu. Stanowili osobliwą parę. Drobna dziewczyna o krótkich, jasnych włosach i zielonych oczach, w których kryła się przenikliwa inteligencja. Ogromny mężczyzna, o barach szerokich i mocnych niczym belka nad drzwiami gospody, którego każdy krok był jak dwa jej kroki. Co najdziwniejsze, w tym momencie to ona zdawała się dominować, siła duchowa bijąca z każdego gestu i nieubłagana przenikliwość spojrzenia niwelowała ową fizyczną asymetrię.
Powoli opuścili dzielnicę handlową i udali się w kierunku kanałów. Spokojna, mętna woda odbijała zniekształcone światełka gwiazd i jasny okrąg księżyca.
- Wiem, że jest w tobie więcej miłości, niż ja mógłbym uzbierać mając trzy życia, a jednak ranisz mnie tak mocno… - Haagen zatrzymał się nad balustradą kanału i złożył ręce na ramionach. - Zagadką jest dla mnie, jak to możliwe…
- Moja miłość nie jest płochliwą błahostką, bracie - powiedziała z namysłem Ghaan. - Moja miłość nie łechce próżności, nie rozpala namiętności, nie ukaja w gnuśności. Moja miłość skłania do odwagi, oddania, wiary, samodoskonalenia. Przypomnij sobie ojca, Haagen, mówiłeś mi o nim.
Haagen zapatrzył się w lustrzaną taflę, jego oczy jakby się zamgliły.
- Mój umysł nie jest tak potężny jak twój, droga siostro. Wiem jednak, co chcesz powiedzieć. Ojciec bił mnie bezlitośnie, gdy jako dziecko schodziłem ze ścieżki, którą powinienem kroczyć. A jednak kochał mnie przecież i był ze mnie dumny, czyż nie?
Ghaan pokiwała głową.
- Nie inaczej, bracie. Ludzie są słabi i łatwo schodzą ze ścieżki prawości. My, którzy każdego dnia zanurzamy się w szlamie zepsucia, musimy być dla siebie surowi, aby przetrwać, ocalić nasze dusze dla Światła. Moja szorstkość to moja troska Haagen. O ciebie, o każdego z nas, o mnie samą.
Haagen nie poruszył się.
- Ghaan? - odezwał się.
- Haagen? - kapłanka obróciła twarz, spoglądając na zapatrzonego w wodę wojownika.
- Naucz mnie wszystkiego. Wiary tak głębokiej, abym mógł obmyć się w niej po trudach bitwy. Pokory, abym potrafił spojrzeć na siebie oczami innych.
Ghaan patrzyła uważnie na twarz pobrużdżoną bitewnymi bliznami. Zmrużyła oczy.
- Ty naucz mnie swej szlachetnej prostoty bracie. Uśmiechu, jak promień światła. Uther Lightbringer, niech będzie błogosławione jego imię, rzekł: “Nauczać powinien jedynie ten, kto sam najmocniej pragnie się uczyć”.
Haagen oderwał wreszcie wzrok od migoczących w wodzie gwiazd i skierował swój wzrok na kapłankę.
- Prostota za wiarę. Uśmiech za pokorę. Uczmy się, najdroższa siostro, skoro taka jest wola Światła.
W oczach wojownika zapaliły się nagle iskierki, uśmiechnął się nieśmiało i uciekł wzrokiem z powrotem ku wodzie. Otworzył usta, lecz niemal natychmiast je zamknął.
Ghaan westchnęła, ale nie było w tym irytacji, lecz raczej rozbawienie.
- Haagen? Pytaj, wiem, że chcesz zapytać.
Wielki mężczyzna z zakłopotaniem pokręcił głową.
- Chciałem… chciałbym… żebyś wytłumaczyła mi raz jeszcze, jak umocować do zbroi te przeklęte łaty, które dostarczył nam szlachetny brat Polac. W moich stronach nigdy czegoś takiego…
Kapłanka uśmiechnęła się ciepło.
- Chodź, wielkoludzie - ujęła go pod łokieć - wracajmy do gospody, zrobiło się chłodno.
Źródło podstawowe: Hakkar.doc. Wydanie robocze: uporządkowany tekst źródłowy i wstępna korekta. Nie dopisano scen ani zakończenia.