Krok za krokiem wchodzili po zniszczonych drewnianych schodach Twierdzy Stonewatch. Ciężkie oddechy, ciężkie kroki. Zakrwawione ostrza, zbroje i szaty, twarze pokryte krwią własną i orków. Nagle gdzieś z głębi twierdzy dobiegły ich odgłosy okrutego starcia. Brzęk mieczy mieszał się z wrzaskami wojowników i dudniącym echem magii wojennej. Cała piątka przyspieszyła kroku ku górze, zbliżając się do miejsca gwałtownego starcia.
Gdy weszli do wielkiej sali odpraw twierdzy, ich oczom okazał się ponury widok. Ciała orków zaścielały podłogę czarno-zielono-czerwonym kobiercem. Krew była wszędzie. A także żywi ludzie, wciąż zdyszani po stoczonej właśnie bitwie. Jeden z nich, najwyraźniej paladyn, używając magii światła leczył rany swej towarzyszki. Był z nimi także groźnie wyglądający krasnolud, uzbrojony w pękatą rusznicę i ogromny topór.
Paladyn odwrócił się ku nadchodzącemu oddziałowi Zakonu. Przetarł czoło dłonią i zmrużył oczy. Zapadła cisza.
- Witajcie - uśmiechnął się w końcu. - Jeśli przybyliście tu, by pozbawić życia plugawego Gath’ Ilzogga, nasze miecze są waszymi mieczami. Wasza bitwa, naszą bitwą.
Gottfried postąpił do przodu i skłonił lekko.
- Panie. Twoje słowa są szlachetne. Oddaję cześć odwadze twojej i twoich towarzyszy.
Zanim ktokolwiek zdołał na to odpowiedzieć - przestronna sala w jednej chwili stała się nadzwyczaj ciasna, gdy zagotowało się w niej od wymachujących wściekle toporami orków. Ruszyła na nich elitarna gwardia Gath’ Ilzogga, orkowie zwani Gladiatorami, specjalnie wybierani i szkoleni do zabijania od dziecka, nie znający strachu ni litości.
Enneal zginął niemal natychmiast od ciosu jednego z toporów. Nie miał nawet dość czasu, by krzyknąć, lub poczuć ból uderzenia. Wrzask triumfu wyrwał się z orkowych gardzieli.
Jednak dwa oddziały Przymierza już się połączyły. Żelazne szkolenie, oddanie i wyuczone nawyki brały górę nad paniką. Ciężkozbrojni usiłowali osłonić magów własnymi ciałami, gdy ci wyśpiewywali w pośpiechu swe inkantacje. Rozgorzała potworna rzeź, gdy obie strony natarły na siebie bezlitośnie.
Z tyłu przebijała się większa jeszcze od Gladiatorów postać. Sam Wielki Wódz orków w Górach Redridge, krwawy Gath’ Ilzogg brał udział w walce. Pierścień obrońców utrzymał się jednak, do czasu, gdy przez szczęk oręża przebiły się wreszcie świsty i dudnienia magii wojennej.
Haagen zachwiał się od potężnego ciosu toporem, w pierś. Wzmacniana magicznie kolczuga wytrzymała. Gdy jednak zamierzył się w odpowiedzi na napastnika, rozległ się głuchy dźwięk gwałtownie uciekającego powietrza. Błysnęło i oto potężny Gladiator został zamieniony w nieszkodliwą owcę.
- Nie przerwij polimorfii, Haagen! - wrzasnął Polac, szykując się do kolejnych zaklęć.
W tym momencie losy starcia były już przesądzone. Gladiatorzy padali jeden po drugim. Otoczony Gath’ Ilzogg nie miał więcej niż kilka sekund życia, nim zakłuto go z równym okrucieństwem, jakiego sam nie szczędził swoim ofiarom. Bitwa w Twierdzy Stonewatch była skończona.
- Tu leży ciało waszego przyjaciela - powiedział nieznajomy paladyn, dysząc jeszcze ciężko z wysiłku. Jego miecz był złamany. - Czy…?
- Ja to zrobię - rzekł Gottfried, podchodząc do zmasakrowanych zwłok - Jego dusza jest silna, zdołam wskazać jej drogę.
- I lepiej zrób to szybko, Wielki Mistrzu - Haagen wyłonił się zza rogu pomieszczenia. - Nie wyjdziemy stąd bez walki.
Źródło podstawowe: teksty-bartka4.txt. Wydanie robocze: uporządkowany tekst źródłowy i wstępna korekta. Nie dopisano scen ani zakończenia.