Naziemna część więzienia Stormwind była tego dnia zatłoczona ponad miarę. Oprócz jęków spoczywających w bocznym skrzydle rannych, którymi opiekowała się młoda kapłanka, panowała tam jednak względna cisza. Przed schodami wiodącymi do systemu podziemnych cel zwanych Stockade stał tłum strażnikow - młodzi mężczyźni wyglądali na przerażonych i zszokowanych. Pikinierzy i kusznicy stali ramię w ramię, wypatrując w ciemnościach jakiegokolwiek poruszającego się celu.
Pięciu paladynów wmaszerowało do wnętrza przez główną bramę. Potężni, milczący wojownicy, ciężkozbrojni, w sfatygowanych kolczugach i czarnych tabardach znaczonych znakiem złotych błyskawic. Znakiem Zakonu. Jeden z nich, blondyn o krótkiej brodzie i oczach przesłoniętych szkłami gogli, złapał bezceremonialnie za ramię stojącego najbliżej pikiniera, odwracając go ku sobie.
- Kto tu dowodzi? - zapytał.
18-letni najwyżej młodzieniec patrzył przerażonym wzrokiem. Na jego czole lśniła świeża jeszcze, choć płytka, rana. Nie odpowiadał.
- Jam jest naczelnik Thelwater! - rozlegl sie glos z prawej, zacienionej strony pomieszczenia.
Paladyni, chrzęszcząc zbroją i bronią podeszli do mężczyzny, bladego człowieka średniego wzrostu.
- Jesteśmy bracia Malleus - odezwał się blondyn. - Nakazano nam powiedzieć ci, iż zakon Ex Tenebris Lux rozwiąże twój problem, naczelniku.
Thelwater wyglądał na zmieszanego. Unikał wzroku paladyna.
- Musicie zrozumieć - wydukał w końcu - to było ukartowane, zaplanowane. Za tym kryje się coś więcej. Musieli mieć pomoc z zewnątrz. Kogoś wysoko postawionego…
Mężczyzna otarł pot z czoła, patrząc lękliwie na swego rozmówcę.
- W jednej chwili byli wszędzie, mieli broń i byli zorganizowani. To nie motłoch, oni są jak armia - wyszkoleni, dowodzeni… zginęło wielu strażników… zobaczcie zresztą sami… moi ludzie to młodzi chłopcy, dzieci właściwie, wszyscy doświadczeni mężczyźni służą w armii… radcy rozkazali mi stłumić bunt, ale odmówili przysłania posiłków. Jeśli rozkażę wejść do środka, to będzie krwawa jatka… Zrozumcie mnie… co miałem zrobić?
Paladyn pokręcił powoli głową.
- Nie jesteśmy tu, by ciebie rozumieć, naczelniku. Jesteśmy tu, by zakończyć sprawę.
Thelwater przełknął głośno ślinę. Zniżył głos do szeptu.
- Lepiej dla was, żebyście chcieli mnie zrozumieć, paladyni. Ktoś nie chce, żeby to się skończyło. Ktoś potężniejszy ode mnie i nawet od waszego zakonu ochrania Bazila Thredda i jego bandytów. Ten kto podąży tropem śmierci musi skończyć na cmentarzu…
Jeden z paladynów, o gładko wygolonej czaszce, któremu zza pleców wystawała rękojeść potężnego młota, położył dłoń na ramieniu naczelnika.
- Nie ma siły, zdolnej mierzyć się z wyrokami Świętego Światła, człowieku małej wiary. Jeśli ono jest z nami, któż nam się przeciwstawi? A jeśli nas opuści, komuż z tym toczyć dysputę? Twe słowa są puste i bez znaczenia, a my tak czy inaczej wykonamy to, do czego nas tu przysłano.
- Radcy…
Paladyn zacisnął potężną dłoń na ramieniu Thelwatera, przerywając mu w pół słowa.
- Znowu nie zrozumiałeś. Będę mówił wolniej. Nazywam się Nicolaus Malleus, syn Valeriusa Malleus. Mnie i mych czterech braci, których tu widzisz, zwą Pięścią Światła. Nie zajmujemy się polityką szlachty Stormwind, lecz służymy Zakonowi Ex Tenebris Lux. Wkroczymy do Stockade choćby twoi radcy wysłali przeciw nam regiment wojska dowodzony przez demona.
- Nie zajmujecie się polityką, ale polityka zajmie się wami – Thelwater wciąż nie patrzył paladynom w oczy. Jako że jego słowa nie spotkały się z żadną reakcją, zmienił temat - Chcecie dowodzić moimi ludźmi? Nie mogę za nich…
- Nie.
- Chcecie negocjować? Próbowaliśmy…
- Nie ma paktów między Światłem a Cieniem, naczelniku - uciął paladyn.
- Co w takim razie… - w oczach Thelwatera odbiło się zrozumienie. - Jesteście szaleni! Pięciu przeciwko…
- Czekaj na nas, nadzorco - tym razem paladyn nie pozwolił mu uciec spojrzeniem. - I dopilnuj, by któryś z twoich podopiecznych nie zwolnił cięciwy, gdy będziemy wychodzić. A jeśli nie wyjdziemy, o ile taka będzie wola Światła, przyjdą inni.
Paladyni ruszyli jak jeden mąż ku zejściu do cel. Szpaler strażników rozstąpił się przed nimi bez słowa.
- Bracia! - rzekł blondyn mocnym głosem - Oby to, co zaczęło sie w Deadmines skończyło się tutaj. Niech krew zepsutych popłynie jak czerwona rzeka! Chwała Światłu! Zwycięstwo dla Ex Tenebris Lux!
- Zwycięstwo dla rodu Malleus! - odkrzyknęli pozostali.
Poprawili tarcze, ujęli mocniej rękojeści młotów i toporów. Błysnęły oślepiająco błogosławieństwa i pieczęcie, odbijając się krwawo w ogniwach kolczug i źrenicach paladynów. Celeres, Gravis, Inquisitio, Nicolaus i Delenitor z rodu Malleus, synowie Valeriusa Malleus, zanurzyli się w ciemność. Thelwater przyglądał się bez słowa ich niknącym w mroku sylwetkom.
Źródło podstawowe: teksty-bartka3.txt. Wydanie robocze: uporządkowany tekst źródłowy i wstępna korekta. Nie dopisano scen ani zakończenia.