Pozostałe opowieści · Opowieść osobna

Deadmines — Rhank Zor

Wydanie wstępne · korekta w tokuok. 3 min czytania

Haagen mierzył uważnie przez długą chwilę, aż wreszcie ściągnął płynnie spust ciężkiego blunderbussa. Przeraźliwy huk odbił się od ciasnych ścian korytarza i leżącej z przodu komnaty, gdy pocisk pomknął ku swemu celowi.

- Van Cleef płacić dobrze za wasza głowy! - ryknął wściekle ogr i ze zdumiewającą szybkością pobiegł ku czworgu gotowych do walki śmiałków.

Haagen błyskawicznie odrzucił strzelbę, jednym ruchem ściągnął tarczę z pleców i wyjął jednoręczny topór. Zaparł się nogami w skaliste podłoże, gotowy na przyjęcie impetu potwora. Gottfried stał obok niego, ściskając w dłoniach błyszczący od krwi młot i swoją trójkątną tarczę paladyna. Z tyłu, na drobnych dłoniach Ghaan formowały się złote płomienie, Polac zaś szeptał zaklęcie, gotowy do walki.

Nic jednak nie mogło przygotować na szarżę ogromnej bestii. Uderzenie ciała ogra przewróciło potężnego wojownika, jakby był szmacianą lalką.

Morderczy cios wielkiej pięści zadudnił echem wśród ścian kopalni. Jednak Haagena nie było już w tamtym miejscu. Przetoczył się błyskawicznie, i wstał, unosząc tarczę. W tej samej chwili rozpętało się piekło ostrzy i żywiołów. Gottfryd uniósł dłoń i jakby jasny płomień przemknął po jego ciele. Topór uderzył z głuchym odgłosem w żebra potwora, jednak ten nie zwrócił na to uwagi, próbując dosięgnąć wojownika. Haagen, wciśnięty między skalną ścianę a cielsko bestii przyjął kolejny cios na obitą blachą tarczę i krzyknął z bólu. Zdołał ustać na nogach, jednak wszyscy usłyszeli trzask pękającej kości. Ghaan otoczyła go natychmiast świętą aurą i cios kolejny nie mógł już uczynić żadnej szkody. Błysnęło w powietrzu lecznicze zaklęcie i Haagen, klnąc z bólu, odzyskał władzę w złamanej ręce. W tej samej chwili w ogra uderzyły czarne błyskawice maga. Rozwiana szata i włosy Polaca sprawiały wrażenie, jakby zmagał się z niewidzialnym wichrem. Adept arcanum utworzył ze swego ciała i umysłu tunel, wiodący do Wirującej Czeluści, pozwalając, by energia przepływała przez niego swobodnie. Zacisnął zęby i przymknął nieco oczy, gdy z jego rąk mknęły ku ogrowi ze świstem niechybne pociski. W miejscach, gdzie dosięgły potwora, jego gruba skóra czerniała w jednej chwili.

Ryk bólu i wściekłości niemal rozerwał im bębenki w uszach. Ogr wyprostował się i rozejrzał, odwracając uwagę od wojownika i szukając swego prześladowcy. Młot Gottfrieda uderzał raz za razem, gruchocząc żebra potwora, ten jednak wypatrywał innego celu. Haagen, nie mogąc znaleźć miejsca, by zamachnąć się toporem, rąbnął ogra tarczą. Bestia odwróciła się jednak i pobiegła ku magowi. Była już ledwie kilka kroków od Polaca, gdy ten zdołał dokończyć zaklęcie i ognista kula skwiercząc głośno eksplodowała ogrowi prosto w twarz, całkowicie go oślepiając...

Źródło podstawowe: teksty-bartka.txt. Wydanie robocze: uporządkowany tekst źródłowy i wstępna korekta. Nie dopisano scen ani zakończenia.